marley
marley to była zjawiskowa postać. i wcale nie trzeba być rasta, żeby go polubić i mimo upływu lat muzyki jego słuchać z przyjemnością. amerykański dokument o życiu tego – jak zwykło się nazywać – króla reggae, jest opowieścią tyleż prostą co i frapującą. film pokazano na ostatnim festiwalu berlinale, którego był chyba najmocniejszym i najjaśniejszym punktem, choć głęboko ukrytym wśród masy raczej pretensjonalnych fabuł. to opowieść o niewyględnym chłopaczku ze slumsów, synu czarnej matki i białego ojca, który uczynił atut ze swojej rasowej mieszanki. nim film oficjalnie dotrze do polski (a może i nie dotrze, kto to wie), warto sięgnąć tytułem uzupełnienia, albo przygotowania, po wydaną w 2007 roku książkę thimothy white’a “bob marley”. to obszerna i świetnie wydana (alexis mundi) biografia króla reggae z kompetentnym wstępem nieocenionego sławka gołaszewskiego. warto czytać, warto oglądać.

